Informacje



Przedsiębiorczość we krwi

 

Do europejskiego systemu ochrony produktów tradycyjnych i regionalnych należy 36 polskich specjałów gastronomicznych. Ich producenci mogą je legalnie sprzedawać wprost z gospodarstwa. Ale nie wszystko złoto co się świeci. Certyfikacja kosztuje, kontrole sanitarne dają w kość, a czarny rynek roi się od dużo tańszych podróbek.

3gts plKruszyniany to niewielka miejscowość na Podlasiu słynna na całą Europę. Nie tylko dlatego, że kiedyś wizytował tu sam brytyjski następca tronu – książę Karol, ale także dlatego, że do dziś mieszkają tu polscy Tatarzy. Są potomkami muzułmanów walczących po stronie Polski w czasie wojny z Turkami. Tutejszy meczet odwiedza co roku setki turystów. Ciekawscy przyjeżdżają też posmakować tatarskiej kuchni, którą rozsławiła Dżenneta Bogdanowicz. Pierwsza certyfikowana potrawa tatarska w Polsce to 3-kilogramowy pieróg, który zdobył też unijne oznaczenie „Gwarantowana Tradycyjna Specjalność”. - Pierekaczewnik był robiony przez Tatarów mieszkających na Białorusi i nazwa jest białoruska – oznacza wałkować, rozwałkowywaćmówi Dżenneta Bogdanowicz.

Wykonanie pieroga wymaga aż 3-godzinnej ręcznej pracy. Nadziewa się go rozmaitym farszem. Baraniną, gęsiną, wołowiną albo np. rodzynkami, serem, jabłkami czy suszonymi śliwkami. Nie jest tani, bo kosztuje 350 zł. Pani Dżenneta może go sprzedawać wprost ze swojego gospodarstwa, bo spełnia szereg biurokratycznych wymogów, nad których przestrzeganiem czuwają jej córki. - Mam certyfikat, co roku przyjeżdża inspekcja jakości, sprawdza czy i co robię pod kątem specyfikacji - tłumaczy właścicielka Tatarskiej Jurty w Kruszynianach.

Posiadanie unijnego oznaczenia wiąże się też jednak z inną uciążliwością:- Nie myślałam, że mój produkt zdobędzie tylu zwolenników – zwolenników konsumpcji, ale też zwolenników podrabiania Pierekaczewnika – przyznaje gospodyni.

Ochrona unijnego systemu powoduje, że fałszowanie takich produktów jest karane, ciężko jednak w tym przypadku egzekwować łamanie prawa. Przekonała się o tym pani Agnieszka Gremza, producentka sera korycińskiego swojskiego z chronionym oznaczeniem geograficznym. - Czarna strefa to są ludzie, którzy robią sery bez oznaczenia, bez warunków sanitarnych, bez kontroli, bez badań, gdzieś w kuchni wyduszą ser, na ryneczku sprzedadzą, ceny zaniżają, a my nie możemy walczyć z tymi ludźmi – mówi Agnieszka Gremza.

Sery korycińskie produkuje się na Podlasiu od ponad 300 lat. Produkt wyrabia się z niepasteryzowanego mleka krowiego z dodatkiem podpuszczki i soli kuchennej. Unijne oznaczenia wiążą się z kontrolami służb, które odwiedzają to gospodarstwo nawet kilka razy w miesiącu. Żeby sprzedawać sery wprost z gospodarstwa pani Agnieszka musiała zmienić zawód, z rolnika na przedsiębiorcę. - Po prostu musimy pilnować jakości mleka, dbać o jakość sera, musimy robić badania, mikrobiologię i inne, dopiero wtedy możemy to sprzedawać. - Ile kosztują takie badania? - Dużo... - przyznaje producentka. Właściciele tego interesu nie mogą produkować niezliczonych ilości sera, obowiązują ich limity produkcyjne, które w tym przypadku wynoszą 300 kg nabiału na tydzień.

Pan Tadeusz Szymański produkuje wraz z żoną miód kurpiowski, wpisanym obok sera korycińskiego na listę produktów z chronionym oznaczeniem geograficznym. Warto podkreślić, że certyfikat trzeba odnawiać co roku, a skład pyłkowy miodu jest ściśle określony. Produkować i sprzedawać mogą więc go tylko pszczelarze kurpiowscy. - Corocznie poddajemy się procesowi certyfikacji, z jednostki certyfikującej przyjeżdżają specjaliści. Każda partia produktu jest zasłoikowana, jeden ze słoików jedzie do Instytutu w Puławach, gdzie jest sprawdzany jego skład – mówi Tadeusz Szymański, prezes Kujawsko - Mazowieckiego Związku Pszczelarzy.

Inicjatorem kampanii Trzy Znaki Smaku, promującej takie produkty jest Agencja Rynku Rolnego i resort rolnictwa. Dotychczas na listę unijnych oznaczeń chronionej nazwy pochodzenia, chronionego oznaczenia geograficznego i gwarantowanej tradycyjnej specjalności wpisano 36 polskich produktów. Każdy może je kupić, nie każdy jednak może je sprzedać. - Te oznaczenia widnieją na produktach. Jeżeli są to produkty konfekcjonowane, to jest to prostsze, bo na słoiku można odszukać znaczek. Jeżeli luzem, to można poprosić sprzedawcę, żeby pokazał certyfikat, który powinien mieć od producenta – twierdzi Monika Kucia, publicystka kulinarna i prezes fundacji „Siała Baba Mak”.

Oznaczenia mają przyczynić się nie tylko do zainteresowania samym produktem, ale też regionem, z którego się wywodzą. W sprawie sprzedaży wniosek jest jednak jeden. Rolnik może sprzedawać legalnie swoje produkty, jeśli: założy działalność gospodarczą, podda się procesowi certyfikacji, istnieje w ewidencji weterynarii, ma kwalifikacje zawodowe.. głowę na karku i... dużo pieniędzy.

 Autor: Dziennikarz TVR – Dominika Panek

Źródło: Informacja prasowa

 
 
Dynamic Metal
 
BiuroRachunkowe
 
Dynamic Metal
 
 
Po ryby
 
 

Nasi partnerzy

 
 

Kontakt

AgroBiznes Park Sp. z o.o.
Kołaczkowo 
ul. Ułańska 9
89-200 Szubin
tel. (52) 513-15-54
tel. (52) 513-15-55

Biuro rachunkowe
tel./fax. (52) 384-59-82

Reklama

Zachęcamy do umieszczenia reklam na portalu.
Publikacja - 1 miesiąc gratis!!!

Prosimy o zapoznanie się z parametrami technicznymi.

Newsletter

Zapisz się do naszego newslettera!